Re: Progesteron przy poronieniu zagrażającym. moja kumpela, ktora miala niski progesteron na poczatku ciazy brala codziennie – oprocz damiesniowych zastrzykow – okolo 6 tabletek – duphaston/ luteina i cos jeszcze. 20 lutego urodzila sliczna, zdrowa coreczke;))) ikkunia ma juz synka;) nie chce “podbierac” jej miejsca, ale jestem po 2 stratach ciazy, a teraz, juz niedlugo – puk Witam, przebyłam w nocy z soboty na niedzielę (20/21 maja) aborcję farmakologiczną. Wszystko odbyło się w porządku, skurcze macicy trwały ok. 3 godzin, a później ok. 5 godzin leciało dużo krwi, a po tym czasie się wszystko unormowało i było plamienie jak przy skąpej miesiączce. Trzeciego dnia po aborcji zaczęło mnie boleć Czy plamienia i krwawienie po poronieniu jest niepokojące? – odpowiada Lek. Klaudia Kuśmierczuk Współżycie po obumarciu ciąży i poronieniu farmakologicznym – odpowiada Magdalena StusiĹska Czy mogę zajść w ciążę po poronieniu i łyżeczkowaniu? Vay Tiền Nhanh. Moja przyjaciółka miała zabieg farmakologicznego usunięcia ciąży. Zabieg został przeprowadzony tuż przed świętami. Dodam że legalnie. Od tego czasu było ciągłe plamienie, aż przestało i pojawił się okres. To już 7 dzień okresu, a przed zabiegiem miała regularnie 5 dni. Moje pytanie brzmi jak długo to może jeszcze potrwać i ile czasu organizm potrzebuje na to, żeby miesiączka się wyregulowała? Czy potrzebna jest wizyta u ginekologa? Czy ma się martwić? Myślę, że Pani przyjaciółka uzyskała takie informacje od lekarza prowadzącego i tak naprawdę są to problemy, które jej dotyczą. Mogę jedynie napisać, że krwawienie, tak jak każde, nie powinno być dłuższe niż 10 dni a cykle regularne, skoro takie miała wcześniej, powinny wrócić bezpośrednio po poronieniu. Pamiętaj, że odpowiedź naszego eksperta ma charakter informacyjny i nie zastąpi wizyty u lekarza. Inne porady tego eksperta Dzień dobry... Starasz się o maleństwo, wiesz, że zostaniecie rodzicami a może masz już dziecko? Poszukujesz informacji, chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Dołącz do naszej społeczności. Rejestracja jest bezpieczna, darmowa i szybka. A wsparcie i wdzięczność, które otrzymasz - nieocenione. Podoba Ci się? Wskakuj na pokład! Zamiast być gościem korzystaj z wszystkich możliwości. A jeśli masz pytania - pisz śmiało. Ania Ślusarczyk (aniaslu) Zaloguj Zarejestruj Dzisiaj Dzień Ojca i z tej okazji zapraszam cię do wysłuchania rozmowy, której bohaterem jest Patrick Ney. Psycholog, doradca rodzicielski, tata dwóch córeczek, urodzony w Anglii, co w tej historii ma również znaczenie ;) Posłuchaj rozmowy Natomiast o 17:00 zapraszam Cię na live z Agnieszką Hyży - porozmawiamy o rodzicielstwie, macierzyństwie i oczywiście o ojcostwie. O tym co robić z "dobrymi radami". Dołącz reklama Starter tematu dadzi Rozpoczęty 25 Wrzesień 2020 #1 Hej. Właśnie się dowiedziałam, że moj zarodek przestał się rozwijać. W Om jestem w 9+1 tc. Tydzień temu byłam na pierwszym usg, podczas którego lekarz stwierdził ciąże, młodsza o tydzień z żywym zarodkiem, jednak jego tętno było dosyć niskie (80 u/min). Zalecił badanie za 7 dni. Byłam dzisiaj i niestety zarodek przestał się rozwijać. Tętna zarodka nie znaleziono. Lekarz mówił o ew opcjach, że mogę pojechać na IP lub poczekać do kolejnej wizyty u swojej doktor prowadzęj ciąże. Postanowiłam, że poczekam. Wizyta jest więc już niedługo. Moje pytanie kieruję do dziewczyn, które były w podobnej sytuacji.. Otóż, jaka jest droga postępowania. Lekarz wspomniał coś o tabletkach na wywołanie poronienia. Jak to wygląda? A może lepiej pojechać na IP? Tak jakoś dziwnie się czuje, w ciąży ale nie w ciąży... Z góry dziękuję za wszelkie odpowiedzi. reklama dadzi 23 Październik 2020 Gdybym miała do wyboru zabieg czy ronienie w domu wybrałabym zabieg. Zabieg to 10 minut i zazwyczaj tego samego dnia wychodzisz do domu. Koniec. Ronilam teraz, 1 października. Po tygodniu od usg na którym nie usłyszałam już serduszka dowiedziałam się, że ciąża przestała się rozwijać w 7 tc. Na usg byłam w 10tc. Brałam duphaston. Odstawiłam. Za 3 dni zaczęli się plamienie, za kolejne 3 dni krwawienie. Krwaipam bardzo obficie, jets to tak masakryczne przeżycie (dla mnie bylo), że tak jak pisałam, jakbym miała wybór to bym wybrała zabieg. W nocy z 1 na 2 października poroniłam, tracąc tyle krwi że doszło do omdlen, nabawiłam się ostrej anemii, która leczę do dzisiaj. Nie mogę żyć jak zylam, nie mogę wrócić do pracy, nie mogę uprawiać... #71 Byłaś jeszcze raz zobaczyć betę? Nie, bo lekarz stwierdził, że już nie ma sensu. Tydzien pózniej miałam ponowne usg i dalej nic nie było. Nadal puste jajo. a piersi nadal mam tkliwe... reklama #72 Mój lekarz stwierdził,że potrwa to max 3 tygodnie. I przestrzegał mnie przed farmakologicznym poronieniem... tylko, że nie przedstawił żadnych negatywnych przykładów... łyżeczkowania na pewno nie chcę, bo zależy mi na ponownym staraniu o ciaze... nie chce tyle czekać No ja nie wiedziałam, nawet, że dziecko przestało się rozwijać, obumarła od razu po pierwszej wizycie, dopiero na kolejnej się dowiedziałam, że nic od ostatniego razu się nie wydarzyło. Nawet mnie w brzuchu nie zabolało. Nie ma na co czekać moim zdaniem. łyżeczkowanie jest szybkie i bezbolesne, mi pozwolili się starać po pierwszym okresie od zabiegu. #73 No ja nie wiedziałam, nawet, że dziecko przestało się rozwijać, obumarła od razu po pierwszej wizycie, dopiero na kolejnej się dowiedziałam, że nic od ostatniego razu się nie wydarzyło. Nawet mnie w brzuchu nie zabolało. Nie ma na co czekać moim zdaniem. łyżeczkowanie jest szybkie i bezbolesne, mi pozwolili się starać po pierwszym okresie od zabiegu. Boje się, że unikając łyżeczkowania wydłuże czas jeszcze bardziej, bo już teraz straciłam prawie 2 tygodnie.... a gdzie jeszcze rekonwalescencja po zabiegu. a lekarz narobił jeszcze nadziei(zapewne złudnej), że po poronieniu szybciej zachodzi się w kolejną ciążę.... A od razu wróciłaś do pracy po zabiegu? #74 Boje się, że unikając łyżeczkowania wydłuże czas jeszcze bardziej, bo już teraz straciłam prawie 2 tygodnie.... a gdzie jeszcze rekonwalescencja po zabiegu. a lekarz narobił jeszcze nadziei(zapewne złudnej), że po poronieniu szybciej zachodzi się w kolejną ciążę.... A od razu wróciłaś do pracy po zabiegu? tak, po tygodniu. Miałam krwawienie jak na miesiączkę, po trzech tyg byłam u lekarza i wszystko było zagojone, mogłam współżyć, a o dziecko starać się od kolejnego cyklu. Miesiączka nadeszła po 28 dniach od zabiegu. Po poronieniu farmakologicznym jest szansa, że nie wszystko się oczyści, więc znowu trzeba czyścić i ten czas się wydłuży. Fakt po poronieniu jest większa szansa na ciąże, a łyżeczkowanie pobudza w pewnie sposób, niektórzy lekarze wykonują łyżeczkowanie jeżeli kobieta nie umie zajść w ciąże, żeby właśnie pobudzić tam wszystko w środku. Szczerze zabiegu w ogóle nie odczułam, ominął mnie ból brzucha, skurcze i świadomość tego wszystkiego. Ja sobie spałam i lepsze to było dla mojej psychiki. #75 Naprawdę nie mam czego się bać? #76 Naprawdę nie mam czego się bać? Ja uważam,że nie. Miałam do wyboru czy chce zabieg czy tabletki i wybrałam moim zdaniem mniejsze zło n #77 Gdybym miała do wyboru zabieg czy ronienie w domu wybrałabym zabieg. Zabieg to 10 minut i zazwyczaj tego samego dnia wychodzisz do domu. Koniec. Ronilam teraz, 1 października. Po tygodniu od usg na którym nie usłyszałam już serduszka dowiedziałam się, że ciąża przestała się rozwijać w 7 tc. Na usg byłam w 10tc. Brałam duphaston. Odstawiłam. Za 3 dni zaczęli się plamienie, za kolejne 3 dni krwawienie. Krwaipam bardzo obficie, jets to tak masakryczne przeżycie (dla mnie bylo), że tak jak pisałam, jakbym miała wybór to bym wybrała zabieg. W nocy z 1 na 2 października poroniłam, tracąc tyle krwi że doszło do omdlen, nabawiłam się ostrej anemii, która leczę do dzisiaj. Nie mogę żyć jak zylam, nie mogę wrócić do pracy, nie mogę uprawiać sportu, jestem chora. Gdybym miała zabieg mogłabym tego uniknąć. Ja nie mówię, że każde poronienie tym się kończy, ale ryzyko jest. Ryzyko też jest oczywiscie przy zabiegu. Jednak JA patrząc w stecz na swoje doswiadczenia i konsekwencje po nich zrobiłabym zabieg. Jeden miałam, 3 MC po nim zaczęliśmy starania. Udało się w 2 cyklu. Urodziłam zdrową córeczkę. Teraz z anemia o ciąży moge pomarzyć. Zaraz miną 3 tygodnie od poronienia a ja caly czas jestem w tym. Po zabiegu wróciłam do życia po tygodniu. Dla mnie wybór jest prosty. Ty musisz zdecydować sama. Mogę tylko powiedzieć że zabieg nie boli. Nic strasznego. #78 czy ktos kto dostal tabletki moze mi powiedziec po jakim czasie zaczyna sie to wlasciwe krwawienie? moj lekarz powiedzial mi ze po 3 dniach, ale w internecie wszedzie widze ze to powinno byc kilka godzin, a jesli nie zacznie sie po 24h to nalezy isc do lekarza. wzielam tabletki o 9 rano, tak okolo 13 mialam okropny bol brzucha i skurcze, po poludniu mialam troche plamienia krwia, ale doslownie kilka kropel i tyle. teraz brzuch mnie dalej boli ale nie czuje juz w ogole skurczy, nic innego sie nie dzieje, mam wrazenie ze te tabletki nie zadzialaly. #79 czy ktos kto dostal tabletki moze mi powiedziec po jakim czasie zaczyna sie to wlasciwe krwawienie? moj lekarz powiedzial mi ze po 3 dniach, ale w internecie wszedzie widze ze to powinno byc kilka godzin, a jesli nie zacznie sie po 24h to nalezy isc do lekarza. wzielam tabletki o 9 rano, tak okolo 13 mialam okropny bol brzucha i skurcze, po poludniu mialam troche plamienia krwia, ale doslownie kilka kropel i tyle. teraz brzuch mnie dalej boli ale nie czuje juz w ogole skurczy, nic innego sie nie dzieje, mam wrazenie ze te tabletki nie zadzialaly. Ja dostalam krwawienia po kilku godzinach, tyle ze chyba na raz dostalam dwie tabletki i nie wypuscili mnie do domu ze szpitala, twierdzili ze nie moga. Wieczorem podali kolejne dwie i na nastepny dzien po usg wypisali mnie do domu. Nie wiem czy sa rozne te tabletki ze jedne mozna brac w domu a inne tylko w szpitalu czy taka byla polityka szpitala w ktorym bylam no ale u mnie sie sprawdzily tabletki. Bol mniejszy niz przy okresie, a sie wszystko oczyscilo. Ale tez tutaj czytałam dosc duzo historii dziewczyn gdzie tabletki nie zadzialaly albo bardzo bolalo a i tak sie na łyżeczkowaniu skonczylo. Ciezko powiedziec od czego to zalezy. reklama #80 Ja dostalam krwawienia po kilku godzinach, tyle ze chyba na raz dostalam dwie tabletki i nie wypuscili mnie do domu ze szpitala, twierdzili ze nie moga. Wieczorem podali kolejne dwie i na nastepny dzien po usg wypisali mnie do domu. Nie wiem czy sa rozne te tabletki ze jedne mozna brac w domu a inne tylko w szpitalu czy taka byla polityka szpitala w ktorym bylam no ale u mnie sie sprawdzily tabletki. Bol mniejszy niz przy okresie, a sie wszystko oczyscilo. Ale tez tutaj czytałam dosc duzo historii dziewczyn gdzie tabletki nie zadzialaly albo bardzo bolalo a i tak sie na łyżeczkowaniu skonczylo. Ciezko powiedziec od czego to zalezy. dzieki za odpowiedz! strasznie sie stresuje, ze te tabletki nic nie daly i ze dostane jakiegos zakarzenia czy cos. lekarz powiedzial ze krwawienie sie zacznie za 3 dni a na kontrole za 3 tyg mam przyjsc. nie wiem czy powinnam sie go sluchac czy isc jutro rano na pogotowie, dali mi 2 tabletki, wzielam rano, minelo juz 12h i praktycznie nic. poprzednio mialam poronienie samoistne, brzuch mnie bolal bardzo ale mialam silne skurcze i duzo krwawilam, widzialam wszystkie tkanki ktore wyszly a tutaj praktycznie nic Aborcja farmakologiczna jest najbezpieczniejszą, skuteczną i nieinwazyjną metodą przerywania niechcianej ciąży. U nas jest oczywiście tematem tabu. W wielu krajach świata, w tym Europy Zachodniej, tabletka kończąca ciążę jest legalna i stanowi oficjalną metodę aborcji. To wielki krok cywilizacyjny, jeśli porównać działanie mifeprostonu z torturą i niebezpieczeństwem skrobanki, ulubionej metody podziemia aborcyjnego. Z powodu źle wykonanych zabiegów łyżeczkowania co 7 minut umiera na świecie jakaś kobieta - informuje strona internetowa organizacji Women on Web. Ta holenderska organizacja, wspierająca prawa aborcyjne kobiet, pomaga w zdobywaniu farmakologicznych środków mogących uratować zdrowie i życie zdesperowanych ciężarnych. Na portalu zbierane są historie i portrety pań, które zawalczyły o swoją własną przyszłość i przełamały społeczny ostracyzm pozbywając się niechcianego dziecka. Aborcja - społeczny fakt Aborcja jest społecznym faktem od zarania dziejów i nikt tego nie zmieni. Bo zawsze będziemy zachodzić w ciążę i w wielu przypadkach nie będzie to zdarzenie radosne ani oczekiwane. A takie powinno przecież być. Zamiast więc rujnować życie swoje, partnera i niechcianego potomstwa będziemy łapać się wszystkich możliwości rozwiązania problemu, zanim stanie się on żyjącą, czującą i pragnącą kochających rodziców istotą. To wziąwszy pod uwagę, nie można mieć wątpliwości, że należy kobietom zapewnić pomoc i opiekę medyczną oraz takie środki przerywania ciąży, które nie grożą życiu. I w tej ostatniej kategorii zwycięża bezapelacyjnie tabletka na poronienie. Tabletka na poronienie - aborcja farmakologiczna Opublikowane w Brytyjskim Dzienniku Położnictwa i Ginekologii badanie wykazało jednoznacznie, że z odpowiednimi środkami medycznymi kobieta może wykonać bezpiecznie procedurę aborcji u siebie w domu. Oczywiście, nie jest to sytuacja idealna i lepiej byłoby, gdyby pacjentka mogła pozostawać pod kontrolą lekarza w razie nadmiernego krwotoku, ale nie każdy kraj takie warunki kobiecie stwarza. Niestety. Aborcja jest najczęściej wykonywanym zabiegiem medycznym. Każdego roku jedna z czterech kobiet, które zaszły w ciążę, decyduje się na zabieg z wielu różnych prywatnych powodów. (…) Prawodawcy ustawicznie ignorują konsekwencje niebezpiecznych i nielegalnych zabiegów aborcyjnych. Aborcja farmakologiczna w praktyce Jak to wygląda w praktyce? Najlepszą i najpowszechniej stosowaną metodą jest podanie ciężarnej doustnie mifepristonu, który powoduje odklejanie się zapłodnionego jajeczka (nie dziecka!) od ściany macicy, a po 36 godzinach dopochwowo mizoprostolu, który wywołuje skurcze macicy pomagające wydalić płód. W ciągu kolejnych dwóch tygodni niezbędne jest badanie lekarskie, które potwierdzi całkowite poronienie. Kobiety zwykle robią to u swojego ginekologa opowiadając, że miały wyjątkowo obfitą miesiączkę. Zabieg można przeprowadzić do 49 dnia ciąży, ale im szybciej, tym większe szanse powodzenia. Skutki uboczne aborcji farmakologicznej Skutki uboczne w przypadku prawidłowo wykonanej procedury i odpowiedniej jakości środków są znikome - najczęściej pacjentki mówią, że wyglądało to jak obfita miesiączka, czasem pojawiają się silne bóle podbrzusza, mdłości, biegunka. Niestety, Internet jest również naszpikowany mrożącymi krew w żyłach opowieściami, które często mają związek z tabletkami kupowanym „na bazarze”, ale też i indywidualnymi reakcjami na lek. Tych nie można lekceważyć, bo krwawienie może być na tyle długie (ponad miesiąc!) i obfite, że niezbędna jest pomoc medyczna. Tutaj pojawia się właśnie dramat kobiet, które skazane na społeczne potępienie dokonują aborcji w tajemnicy, bez niczyjego wsparcia. Żaden facet tego nie zrozumie, to bycie i fizycznie, i psychicznie 24h na dobę z dzieckiem. Nawet jak poszłam do pracy, to głową byłam w domu... ciągle zastanawiałam się, co się dzieje z moimi dziećmi, czy opiekunka wszystko dobrze robi, czy dzieci nie zachorowały właśnie, czy nie są głodne a może płaczą... to nieustanna troska i ciągły dylemat, co wybrać czy pracę, czy dom... Więc o czym mowa? To ja powinnam decydować co będzie dalej z moim życiem, bo głównie na mnie spadnie cały ciężar odpowiedzialności. anonimowa wypowiedź na forum Aborcja - trudna decyzja Intencją tego artykułu nie jest namawianie nikogo do aborcji, bo jest to decyzja bardzo poważna, obarczona fizycznymi i psychologicznymi konsekwencjami oraz moralnie kontrowersyjna. Nie próbujemy również wzniecać kolejnej debaty ze zwolennikami doktryny kościelnej ani obrażać niczyich uczuć. Jednak w świetle faktów aborcyjnych i zagrożenia zdrowia, jakie niosą ze sobą zabiegi łyżeczkowania w podziemiu, dostarczenie kobiecie informacji jest niezbędne. I choć może się to niektórym nie podobać, w ostatecznym rozrachunku to sama kobieta powinna dokonywać najlepszego dla siebie wyboru i… żyć potem z jego konsekwencjami. Dla wszystkich rozważających zabieg przytaczam poruszającą historię dramatu 20-latki, która zdecydowała się aborcję, a teraz ma w sobie dość odwagi, aby opowiedzieć swoje przejścia innym kobietom. Specjalnie dla C. opowiada o swojej aborcji farmakologicznej: To jest jedynie dla kobiet zdecydowanych w 100 %. Potrzeba dużo siły fizycznej, również psychicznej. Nie da się tego przejść bez łez. To taki ogromny strach przed czymś nieznanym. Po wzięciu tabletki krwawiłam strasznie... tak jakby wszystko, całe wnętrzności ze mnie wylatywały! Później przez okrągły tydzień miałam krwawienie przypominające zwykłą miesiączkę. Jeszcze nie widziałam się z lekarzem - mam zamiar się wybrać, ale jakoś brak mi odwagi. Jeśli chodzi o psychikę, to jest trochę bardziej skomplikowane. Wiadomo, że każdy może podchodzić do tego inaczej. Ja nie byłam zdecydowana, bo to mój chłopak chciał aborcji bardziej niż ja. Teraz żałuję, szczerze żałuję. Uwielbiam dzieci... Mimo, że jestem młoda wiem, że dałabym sobie radę, ale on spanikował... Wracając do tabletek... po zażyciu jest to straszne uczucie, ciężko mi to opisać. Nie dość, że traci się coś z siebie, to towarzyszy temu okropny ból i strach, że coś się dzieje nie tak, że może nie usunie się całkowicie i urodzi się chore dziecko... że sama wyrządziłam mu taką krzywdę. Kolejne dni płyną w smutku, wiadomo, z czasem idzie do tego przywyknąć. Nauczyłam się z tym żyć i zaakceptowałam to, ale drugi raz nigdy w życiu bym tego nie zrobiła. Gdy widzę dziecko na ulicy, mam ochotę walić głową w mur. Raport z badań klinicznych nad RU 486 (pierwotna rejestracyjna nazwa mifeprostonu): 5% kobiet doświadczyło niepełnej aborcji. Kiedy zdarza się taka sytuacja, potrzebna jest aborcja chirurgiczna. Takie niepełne aborcje mogą spowodować zakażenie, bezpłodność, a nawet śmierć. Jedna na 50 kobiet krwawi i wymaga interwencji chirurgicznej, Jedna na 100 kobiet potrzebuje leczenia szpitalnego Dla 8% kobiet metoda ta będzie nieskuteczna. W Europie zanotowano dwa ataki serca i jeden przypadek śmierci.

bol przy poronieniu farmakologicznym